No i jestesmy w Kapsztadzie po 7 godzinnnej podrozy, ktora na zawsze zostanie w naszej pamieci. Tym razem zamiast komfortowego autobusu TransLux wybralismy linie City to City. Byl to duzy blad. Czy widzieliscie kiedys autobus z piecioma siedzeniami w rzedzie? My po raz pierwszy. Tym razem nie bylo ani jednego filmu, klimy i ubikacji rowniez. Za to pasazerow bylo pod dostatkiem. Oblozenie okolo 120% gdyz wiele osob nie kupilo biletow dla swoich pociech. Dzieci siedzialy na kolanach rodzicow, albo lezaly na nogach Bartosza, ktory siedzial wcisniety miedzy mame z niemowlakiem, a smierdzacym grubasem :) Pozniej na szczescie zastapila go Olusia, ktora wczesniej byla w towarzystwie milego i kulturalnego mlodego czlowieka :) Aha, oprocz nas no i na pokladzie znajdowala sie jedna biala osoba, a czesc pasazerow nie mowila w jezyku angielskim (kierowca takze go nie uzywal w komunikacji z pasazerami).
W kazdym badz razie dotarlismy szczesliwie do Kapsztadu. Miasta nas przywitalo chlodem i deszczem. Jest tu duzo chlodniej niz na wschodzie kraju. Za to samo miasto

o wiele ladniejsze niz to co widzielismy wczesniej. Choc i tak juz wiemy, ze nigdy nie chcielibysmy mieszkac w zadnym poludnioafrykanskim miescie. Jest tu o wiele bezpieczniej niz gdzie indziej i widac ze troszcza sie o turystow, gdyz policja na kazdym rogu.
Dzis pod dnia spedzielismy w oceanarium. Bylo super - rekiny, foki, zolwie, pingwiny i cala masa innych paskud, ktorych nazw nie pamietamy. Chcecie wiecej animalsow, to prosze.


Jutro, jezeli pogoda dopisze zamierzamy wejsc na Gore Stolowa, ktora jest jakies 10 minut od naszego hostelu. Sam hostel dosc slaby. Nie wytrzymuje porownania z zadnym z poprzednich, ale moze jestesmy po prostu rozpieszczeni.

- tubylcy dla wuja i mamas & papas