Dookoła Świata Blog - Blog z Podróży Dookoła Świata: RPA, Południowa Afryka, Australia, Nowa Zelandia, Chile, Agentyna, Urugwaj, Brazylia
HostelBookers
Monday, July 30, 2007
Brazylia, Slub w Rio de Janeiro
Wednesday, July 18, 2007
Corcovado, Widoki Rio de Janeiro
Friday, July 13, 2007
Sao Paulo - Brazylia
Do Sao Paulo przyjezdza sie na zakupy lub pobawic sie w klubach. Zeby isc do klubu trzeba sie ubrac, a zeby sie ubrac trzeba isc na zakupy. Jako ze to juz koniec naszej podrozy, to i koniec pieniedzy, takze nie bylo sensu dlugo siedziec w Sao Paulo. Spedzilismy tam tylko jedna noc, a z atrakcji to poszlismy na wieczorny spacer. O dziwo miasto nam sie podobalo, bo spodziewalismy sie czegos gorszego. Sao Paulo to chyba trzecie co do wielkosci miasto na swiecie i jest rzeczywiscie ogroooomne - 17 milonow ludzi. Nawet z okna samolotu ciagnie sie od horyzontu do horyzontu. Polozone jest w gorzystej okolicy, otoczone lasami i jeziorami. No ladnie. Podobnie wyglada droga z Sao Paulo do Rio, ktora przejechalismy w 6 godzin autobusem. Samo Rio, przy wjezdzie do miasta zaszokowalo nas. Przedmiescia Sao Paulo sa calkiem ok, natomiast Rio to slumsy, ktore ciagna sie kilometrami. Tragiczny to widok. Male ceglane domki, ktore stoja ciasno, jeden na drugim. Waskie, ciemne uliczki a miedzy stosy smieci. Centrum Rio tez nie lepsze. Na szczescie Copacabana i Ipanema, to dwie dzielnice na jakich bylismy, wygladaja juz calkiem ok, choc tuz za nimi sa kolejne fawele i ich mieszkancy lubia sobie urzadzac wycieczki na dzielnice. Na szczescie policji jest dosc duzo, a my unikamy ciemnych zaulkow i nie nosimy nic wartoscioego ze soba. Poza tym dzis zaczyna sie cos w rodzaju igrzysk olimpijskich dla Ameryk i policji jest jeszcze wiecej. BTW, w Ameryce maja swoj wlasny ogien olimpijski, ktory plonie gdzies w Meksyku, w jakiejs swiatymi Majow. Widzielismy to w TV kiedys, przesmiesznie to wyglada :) Co wiecej o Rio. Jesli chodzi o polozenie to zepchnelo Kapsztad z pierwszego miejsca w klasyfikacji na najladniej polozone miasto jakie widzielismy. Bajka. Ocean, plaze, porosniete dzungla gory o dziwnych ksztaltach, zatoczki, wysepki. No i Jezus jest dosc maly i prawie go nie widac. Trzeba wejsc do wody na Copacabanie zeby zobaczyc figure. Zdjec jeszcze zadnych nie mamy, bo aparat lezy w pokoju :) Zrobimy wkrotce i wrzucimy. Dzis lezelismy pol dnia na plazy. Ilosc handlarzy, ktorzy sie tam kreca jest niesamowita. Chwili spokoju nie ma. Laza i truja non stop. Co jest spoko, to fale. Przeogromne i zalamuja sie tuz przy brzegu. Jedna nas zaskoczyla troche i reczniki, ksiazki i wszystko inne mamy mokre :)
Monday, July 09, 2007
Buenos Aires - Argentyna
Od trzech dni jestesmy w Buenos Aires. Jest zimno i wlasnie za oknem szaleje burza sniezna. Nie zdarza sie to chyba tutaj czesto bo miejscowi biegaja z aparatami robiac foty i patrza sie z niedowierzaniem w niebo. Tak natura uczcila argentynski dzien niepodleglosci. Przez te dni troche wloczylismy sie po miescie, ale glownie siedzimy w pokiju drapiac sie kostkach. Z wycieczki na Iguazu przywiezlismy cala mase porgyzien. Pomimo smarowania sie kremem antyowadowym, pozarly nas male muszki i komary. Moze i motyle tez, bo fruwalo ich tak setki gatunkow. Na szczescie w tamtych okolicach nie ma malarii bo watpie czy tabletki ktore bralismy przed wyjazdem do RPA jeszcze dzialaja. Dzis pozegnalny dzien w Buenos Aires, bo jutro lecimy do Sao Paulo, gdzie chcemy zostac tylko jeden dzien. Od rana mielismy problemy z zalatwieniem tam noclegu i na zmiane szukalismy czegos w necie i dzwonilismy do Brazylii. Zdecydowalismy sie w koncu wyjechac stamtad jak najszybciej i mamy nadzieje odezwac sie znowu z Copacabany. Dzis wyskoczylismy na tradycyjna parille, czyli zestaw mies z grilla. Dostalismy chyba pol krowy, plus kaszanka, kielbachy etc. Jedlismy godzine. Dosc meczace przezycie. Niektore rodzaje miecha byly dla nas niejadalne i trudno nam bylo sobie wyobrazic, ze miejscowi zra wszystko co popadnie z biednych krow. W Brazylii przechodzimy na lzejsza diete :)
Tuesday, July 03, 2007
Iguazu & Puerto Iguazu, Misiones
Inna atrakcja, ktora nas spotkala w Puerto Iguazu, byla wizyta w sklepie miesnym. Zawsze kupowalismy gotowe porcje stekow w hipermarketach. Tutaj nie ma duzych sklepow wiec musielismy isc do rzeznika. Zrobilismy blad bo poszlismy rano, gdy wiekszosc ludzi chodzi na zakupy. Zreszta tutaj siesta to bardzo powazna sprawa i wszystko jest zamkniete od 13 do 16. Nie ma sie co dziwic, bo zima jest tutaj 25 stopni, a latem kolo 40. W kolejce po mieso spedzilismy wiec godzine i to nawet nie dlatego, ze byly az takie tlumy, ale z powodu ilosci miesa ktore kupuja Argentynczycy. Gdyby dwoch takich klientow przyszlo w Polsce do sklepu, to musialby zostac pozniej zamkniety, bo zostalyby tylko puste haki. 3kg mielonego, do tego 10 stekow i jeszcze jakies inne kawaly miecha. W sumie kolo 10 kg. Przy czym rzadko kiedy za wszystko placili wiecej niz 15 peso, czyli 15 zlotych. Jeszcze jeden przyklad cen w Argentynie: litr bezyny 1.7, dlatego tez na stacjach sa kolejki po paliwo tworzone przez sasiadow z Brazylii. Argentyna z pewnoscia wygrywa konurs value for money sposrod krajow, ktore odwiedzilismy. Na drugim jest RPA. Ceny w Argnetynie sa tak smieszne z powodu krachu sprzed kilku lat. Przed nim Buenos Aires bylo jedno z najdroszych miast na swiecie i z pewnoscia bedzie tutaj szybko drozec. Region w ktorym teraz jestesmy nazywa sie Missiones i oprocz Indian mieszka tu bardzo wiele potomkow imigrantow z roznych krajow Europy, w tym spora grupa Polakow. Przejezdzajac przez rozne okoliczne dziury widac polskie nazwiska na szyldach, a naszym ulubionym jest Horianski, ktory ma duza firme transportowa i co chwila jego autobusy przejezdzaja droga przy hostelu.

Subscribe to:
Posts (Atom)